Museo De America

Dzielnica w której mieszkała nasza gospodyni okazała się bardzo różna od tej którą poznałysmy do tej pory.  Z centralnie położonego Retiro z wyniosłą architekturą olbrzymich muzeów przeniosłyśmy się do Tetuán, dzielnicy imigrantów z Ameryki Południowej – i tu podobało  mi sie dużo bardziej.

Dotarłysmy na miejsce dość późno i nasza gospodyni – Olvido, wzięła się za przygotowywanie kolacji-  było juz po 22iej stąd zmęczona mina Vamy. Po raz pierwszy jadłam prażone migdały – pyszne.

21

Olvido to bardzo energiczna kobieta po 50tce którą w couchsurfing wciągnęły dwie dorosłe córki. Młodsza Eva pracuje obecnie w Boliwii jako pielegniarka – wolontariuszka. Vama poszła spać a my do późna piłysmy wino i dzieliłysmy doświadczenia. Rano Olvido wstała wcześnie do pracy i słyszałam jak prosi sąsiadkę o pożyczenie płynu do płukania tkanin na wypadek gdybym chciała sobie zrobić pranie.  Perfekcyjny host!

34

Na lunch – chorizo i bagietka.

33

Poszłyśmy na spacer ale szybko zrobiło się pochmurnie i zimno więc wróciłysmy do domu który był ciepły i przytulny.  Trochę żałowałam ze tak długo jestesmy w tym Madrycie ( przy takiej pogodzie ) ale kupujac bilet chciałam mieć spory zapas czasu ‘na wszelki wypadek’.

24

Wieczorem zrobiłam kolację i przyszła starsza córka naszego hosta, Ana. I znowu skończyło sie na winie. Następnego dnia padał snieg, ale wybrałysmy się do Museo de America  które poleciła mi znajoma. To taki fajny wstęp przed wyprawą do Ameryki Łacińskiej;)  Bilet kosztował 3 euro.

mueso

28.5

Tutaj będziemy jutro:

Amer

25

26

22

28

Kilka eksponatów przeraziło Vamę.  Ja, jako ex-krupierka ciekawa byłam tych kart do gry; niestety informacje są tylko w języku hiszpańskim.

23

27

I z powrotem w domu.   Czekamy na Olvido żeby się pożegnac i oddać klucze.

35

Późnym popołudniem pojechałyśmy na lotnisko. Zostawiłam umyślnie czapkę w metrze bo stwierdziłam że nie będę jej już potrzebować. Przed powrotem do Europy musiałam jednak kupic sobie nową…

1.